Kadma's vision
|
Wpisany przez Kadma
|
|
wtorek, 27 grudnia 2011 21:22 |
|
Koniec grudnia.
Humorek dalej kiepski. Jakoś leci.
Ostatnio upodobałam sobie jeżdżenie tramwajami, tramwaje som fajne. Jakoś lepiej mi się nimi jeździ, niż poczciwymi autobusami...Jakoś bardziej przepadam za koleją <jakakolwiek by ona nie była> niż autobusami i samochodami. Jakoś tak. Ogólnie rzecz biorąc lepiej znoszę podróż pociągiem trwającą 4 godziny, niż 2 godziny spędzone w słynnej Kryśce, lepiej się czuję po wysiadce z pociągu, pewny udział ma w tym lekka choroba lokomocyjna. Poza tym, miejsca siedzące w samochodzie czy busie sa dla mnie zdecydowanie ograniczone, siędzę z kolanami pod brodą niemal. Ciężko być olbrzymem.
Na studiach, jak na studiach. Wszystko jest ok, dopóki nie trzeba dotrzeć na wykład o 7.30...Spanie po 4-5 godzin mi nie służy, ponieważ przeważnie na matmie ledwie co kojarzę, a potem tragedie na kolokwium. Ujdzie. Najgorsze są jednak wykłady z prawa, na których dziadzio bezczelnie przez 2 godziny czyta kodeks cywilny. Bosko. I już znam wszystkie możliwości swojego telefonu, wraz z przejściem wszystkich znajdujących się na nim gier. Ewentualnie słuchanie muzyki, bądź spanie, to dobry wybór. Z resztą jakiś większych problemów nie ma. Podsumówując: czeka mnie 2 koła, zaliczenie z prawa, poprawka z TI, zdanie z projektu na zarządzanie. Ogarnie się.
Nastrój nienajlepszy. Chrzanić święta, sylwestra, przylot kosmitów, koniec świata, kurczenie się wszechświata, parowanie na obrzeżach czarnych dziur. Wszystko. No dobra..oprócz słodyczy. Jestem uzależniona.
Krótko. Ale jakos nie bierze mnie na wywody na jakiś konkretny temat. Trudno.
|
|
|
Wpisany przez Kadma
|
|
środa, 02 listopada 2011 20:14 |
|
Dawno mi się nie pisało.Za dużo się działo. Wyprowadziłam się ostatecznie do Wrocławia, tak, jak chciałam, pełna nadzieii, na nowy, lepszy rozdział mojego posranego życia. I jak zwykle się przejechał,po raz milionowy w życiu. Miało być tak pięknie, a okazało się zupełnie na odwrót, w sumie, to nic się nie zmieniło odnośnie mojego stylu życia, jest tak samo, jak w JG. Nudno, samotnie, ogólnie do dupy. Siedzę całymi dniami w domu, bo nie mam tu znajomych, z którymi mogłabym spędzać czas, bo albo jakiś mam, ale oni nie mają czasu, albo nie mam wcale. No nic, przynajmniej miałam nadzieje na kontakty na studiach. Też nici. Od jutra prawdopodobnie zostane wyizolowana i znienawidzona w grupie ćwiczeniowej, ponieważ pokazałam pazury. Zarzucono mi,że nie dbam o interesy grupy. Dlaczego mam dbać o interesy ludzi, którzy mnie nie znają, nie wiedzą kim jestem, jak żyję, a poza tym mają moje problemy i argumenty gdzieś? Może to brutalne, ale jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Jeśli grupę nie interesują moje postulaty, to czemu mam się przejmować tym, że swoim działaniem udupię całą grupę? Tym bardziej,że mój problem wynikał z rzeczy ode mnie niazależnej, podczas, gdy problem grupy wynika z ich inicjatywy, czy jej braku. Ostatecznie sprawa została rozwiązana przez osoby trzecie. Jednak nie zmienia to faktu,ze pozostał niesmak. Po prostu ludzie, którzy dbają o swoja wygodę, będący w większosci, będą oskrażać osobą dbającą o swoje interesy,że niby jest egoistyczna. Paradoks,czy hipokryzja ? Sama juz nie wiem. Rzesze studentów IZ coraz bardziej wydają mi się poprostu leniwe. Są chyba na tym kierunku tylko po to, aby być. Z czego to wynika? Nie wiem, mogę się tylko domyślać. W każdym razie, mnie studiowanie, brzydko mówiąc "na odpierdol się", co robi większosć studentów zarządzania, nie satysfakcjonuje,bo mam odnośnie tego kierunku konkretne plany, a nie, studiuję,żeby nie iść do pracy;rodzice nie mędzili etc. Męczy mnie ten cały "lajt". To wszystko, gdy ja się spinam,by coś osiągnąć, a inni to krytykują, bo "przecież po co?.Zdać na 3 i z głowy". Świetnie. Gratuluję niektórym rozeznania tego chorego, kapitalistycznego świata, gdzie lepszy wygryza słabszego. A ja nie zamierzam być tym słabszym z racji mojego lajtowego podejścia do życia. Fakt, wygryzanie innych sposobami niemoralnymi potępiam, ale uczciwa konkurencja jest dobra. I mam zamiar być do niej przygotowana. Sam świstek nie utoruje mi drogi do sukcesu. To wiem, ale ja mam coś jeszcze. To coś nazywa się samodoskonaleniem, i właśnie moje "chore" ambicje wg niektórych kiedyś się opłacą. A jeśli nie...no cóż, coś z tym wtedy zrobię.
Poza tematem : Nie przyjęli mnie do radia. Aparat na zęby długo jeszcze będzie dawał o sobie znać. Czas iść do logopedy :P
|
|
Wpisany przez Kadma
|
|
środa, 27 lipca 2011 21:10 |
|
Dzisiaj historyjka o tym jak zrobiono mi niezłą niespodziankę.
Śpię sobie smacznie, jest godzina 11 rano <ah, w nocy siedziałam do 3 nad ranem przy komputerze>...A tu nagle strzał z ręki w mój bok :
-Agnieszka wstawaj,zaraz przyjeżdżają rodzice Przemka!
Ja tak się obracam nieprzytomnie myśląc : "Co ja kurde za chore sny mam", a potem dalej się odwracam i zasypiam. Jeb, strzał ze szmaty :
-WSTAWAJ! - aż podskoczyłam.
Pełny zgon, zdaję sobie sprawę ,że nie śnie...Kurde...A potem do mnie dociera..I wielka panika!!! Latam po pokoju ogarniając siebie i pokój drąc się "Ja pierdole! Ja pierdole!". Składając łóżko jakoś nieforturnie przytrzasnęłam sobie nogę, potem się potknęłam, wyrąbałam się na twarz. Potem zamiast do pralki, wrzuciłam ciuchy do śmieci, po czym grzebałam w śmietniku w ich poszukiwaniu. Pomyliłam tonik ze spirytusem, popaliłam sobie twarz. Założyłam dwie różne skarpetki i spodnie tyłem na przód <do tej pory się zastanwiam, jak ja się w nie wcisnęłam w ten sposób>. Zaraz potem latałam za gumką do włosów po całym domu < mam tylko 1>. Ogarnęłam się. Siadam w kuchni ledwo żywa i wręcz zasypiam, postanowiłam sobie zrobić kawę...Oblałam sie oczywiście wrzątkiem. Normal. Potem uwaliłam całą podłogę kawą, bo za dużo nalałam do kubka. Więc na kolanach ze ścierą zmywam to. Siadam z tą przeklętą kawą. Domofon. Żandarmeria przyjechała. Powitanie, uśmiechy. Siedze. Siada koło mnie matka, też na pełnym zgonie xD. Po nocce w pracy była. Żal sie zrobiło mi kobiety. Nawijka o mieszkaniu we Wrocku, potem nawijka mojej babci oraz "Opowieści Tysiąca i Jednej Nocy".Ja dalej na pełbym zgonie słucham tego nawijania. Przemek na pełnym wkurwie, bo mamy już jechać, ze wzgledu na termin, a tutaj dyskusja. Dobra. Nagle pada decyzja, że jadę z nimi do Wrocka oglądać mieszkanie. No to się zbieramy. U Przemka jeszcze Kicię coś ugryzło i ona tym samym ,i mnie ugryzła. Sznyty na ręku. Fajnie.
A miałam się znaleść u Dagsona o 14, żeby mi przebiła ucho <po raz kolejny w swojej karierze>, a tu dupa ołowiana. No to piszę do Dag,że jade do Wro z nadzieją,że odbierze wiadomość na Fejkbuku i mnie nie zabije przy pierwszej,lepszej okazji.
Jedziemy. 2 godziny bite w zamałej, jak dla mnie przestrzeni życiowej, patrz : samochód. Wysiadłam z WV zataczając się jak pijana < warto też wspomnieć, że kiedyś miałam chorobę lokomocyjną i po pewnym czasie ostała się tylko czkawka po podróży autem>.Dobra, obejrzeliśmy mieszkanie, czas na umowę. Taka byłam nieogarnięta psychicznie,ze nawet numeru i serii dowodu nie umiałam podać. Umowa spisana, toteż wracamy do domu na full spedzie z powodu goniącego do pracy czasu. Zapieprz, jak ja nie mogę, godziny szczytu - i lawiruj tutaj <o 15 we Wrocławiu na jezdni rozgrywa się wolna amerykanka> między tymi wszystkimi autami, babciami, kotami, wózkami, kosmitami i innymi rzeczami, które wbiegają / wjeżdżają niespodziewanie pod koła. Wracamy, a tu nad nami samolot podchodzi do lądowania, fajny widok. Whatever. Znowu utorturowałam własny zadek przez 2 godziny...
A, i całą drogę od Radomierza nie mogliśmy wyprzedzić ciężarówki z jajkami, czy co tam ona wiozła <coś delikatnego, bo jechała 40 km/h przy ograniczeniu do 70 >. Więc wlokliśmy się.
Dotarliśmy do Jeleniej, ponownie się wyczołgałam z wozu. Idę do Przemka. Od Kici trzymam się z dala, ona coś miała dzisiaj zły humor, a i ja straciłam do niej empatię. Potem zostałam odprowadzona do domu. W końcu w domu.
Off top :// patrzę na blat kuchni, a tu nalot pomidorów <:| Jakieś 20 pomidorów leży i się opala pod chlebakiem. Czerono mi. Mam ogródek wazywny na blacie.
That's all, folks!
|
|
Zmieniony: środa, 27 lipca 2011 21:53 |
|
Wpisany przez Kadma
|
|
piątek, 22 lipca 2011 00:47 |
|
Otóż. Proces rekrutacji na uczelnie wyższą, na którą się wybierałam, zakończył się. W czasie osądu mnóstwo przemyśleń "czy się dostanę", "jak się utrzymam", "skąd wezmę pieniądze" itp. Do tego sarkastyczne wypowiedzi moich "znajomych" pt." nie dostaniesz się,bo jesteś durna i we łbie Ci się poprzewracało z ambicji". I co teraz? Wszyscy mogą mnie ...POCAŁOWAĆ W TYŁEK, ponieważ DOSTAŁAM SIĘ za pierwszym razem ^^ Toteż od dnia 19.07.2011 jestem oficjalnie studentką I roku zarządzania na Politechnice Wrocławskiej<cud!>, a od połowy września zamieszkam w Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Bardzo mnie to cieszy i smuci zarazem, bo będę mogła się odizolować od pustaków, którzy mają u mnie minusa, a także będę musiała opuścić prawdziwych ludzi. Ale we Wrocławiu i tak nie będę sama <tak myślę>, chyba,że znowu zraże niewiadomo czym <do dzisiaj nie wiem, co tak ludzi we mnie odstrasza...>większość studentów, z którymi będę miała styczność. Ale pewne ludziki przekonują mnie do patrzenia w przyszłość z optymizmem < co mi za bardzo nie wychodzi>, więc chociaż nie marudzę. Jakoś to będzie. Z deka przeraża mnie wizja mieszkania w zupełnie obcym mieście. Taaak, już widzę, jak w pierwszy dzień roku akademickiego gubię drogę i zamiast na Politechnice, znajduję się w jakimś hipermarkecie xD. Ale jest plus : przynajmniej na konwenty bedę miała blisko :D No i pare znajomych spoza Jeleniej również się wybiera do Wrocławia na studia. Podsumowując - fajnie jest realizować swoje marzenia. Bo poniekąd od zawsze chciałam iść do Wrocławia na studia. :D I to na Politechnikę <tak, kiedyś uwielbiałam ścisłe>. Tak więc, będąc skromną,życzę sobie powodzenia w tej betonowej dżungli.
A teraz trochę off topu:
Nie ma to jak dwie koleżanki na fazie i komunikator internetowy. Zaliczyłam dzisiaj potężną fazę za sprawą Klaudii per Korby oraz Kamila vel Sakumiaka. Gadanie o pierdołach, Robertku xD, miłości do gitar oraz o wielkości tyłków to coś, co mnie powaliło ze śmiechu na podłogę. Szczególnie tekst na podryw wg Korby : "hmm, kręci mnie gitara na Twoich kolanach....chociaż nawet jej nie widziałam". Drugi jasnowidz. Nosz kurde. Zostałam mistrzem Yodą, chociaż nie gadam na odwrót. I nie jestem zielona, ale to takie szkopuły. Romuś coś zaprzestał żebrania o nagie zdjęcia, co przyprawia mnie o niepokój, bo to przecież nienormalne w jego wydaniu. A Przemysław robił fikołki na łóżku w samych gaciach. Cyrk, jak się patrzy. Nudno nie jest, to pewne.
Zaliczyłam dzisiaj wnerwa, bo emisja mojej ulubionej mangi z Katusiem się opóźnia. Nowy odcinek Naruto również. Niech to szlag ich. Bu :<.
A jutro muszę wstać o 9. Ciekawe, jak ja to zrobię, jak nie chce mi się wgl spać.
Pozdro dla S. i K.
|
|
W poszukiwaniu złota..ekh..pracy |
|
|
|
|
Wpisany przez Kadma
|
|
środa, 06 lipca 2011 11:38 |
|
Ano, wreszcie wróciłam do pisania moich bzdet na necie ku uciesze pewnych Romków.
Otóż dużo minęło, wiele się stało.
W skrócie :
Studniówka : wielka polewka z ludzi, którzy chcą uchodzić za bardziej elegenckich niż im się wydaje,że są;
Matura : matma to był pogrom, ale na 60 % zdałam i jestem z siebie cholernie dumna z racji tego, że próbną napisałam na 30 %, chociaż była prostsza - czyli jakaś poprawa nastąpiła. Największy zdziw roku - 30% z fizyki, której wgl się nie uczyłam. Maszaraksz. Wyszłam z otępienia po 3 godzinach od otrzymania świadectwa;
Egzamin zawodowy : oblany na całej linii, następnym razem będę bardziej konsekwentna w zapisywaniu terminów -.-''
Szkoła : byłam nieklasyfikowana z niemieckiego zawodowego, z powdu tego, iż nie przepadam za ludźmi "nieskończenie niedoskonałym", starymi pannami i ludźmi z "elokwentnymi" manierami. A że nasza kochana pani Szapot była hybrydą moich koszmarów, to zaczęłam jej unikać. Jedynym pocieszeniem było to,że lubiła koty. No,ale w końcu uwolniłam się od ludzi, którzy są parodią samych siebie...ale trochę mi brakuje bezczelnego pożerania chipsów w towarzystwie pind odchudzających się oraz zalegania godzinami <przeznaczonymi na w-f> w bibliotecznej kanciapie. W każdym razie, na odchodne musiała mnie jeszcze dorwać Rozjebunda i przeprowadzić wgląd w moje życie osobiste, co mnie po prostu brzydko mówiąc : wkurwia.
Ogólnie jeszcze staram się dostać na Polibude, bo jak to ktoś powiedział : "mam więcej ambicji, niż oleju w głowie", zaznaczając,że mówca nie miał ani jednego ani drugiego, no ale to jego kredki i niech se je temperuje zębami, jak mu tak pasuje. W każdym razie może i oblałam egzamin zawodowy, do którego miałam wgl nie podchodzić, czego w skutkach wychodzę na zero. No ale przecież ten egzamin jest tak strasznie ważny,że powinnam sobie teraz podcinać żyły, bo przecież wg "kolegów i koleżanek " z klasy jestem teraz nikim ^^. Ale checa. Kiedyś go tam napiszę, zresztą, jeśli chciałam zdawać niemiecki na maturze "dla sportu" to do ludzi ograniczonych nie należę.
Dobra, to tak offtopicowo, teraz temat główny..
Otóż, szukam pracy. Wiadomo,skoro mam zamiar mieszkać we Wrocku, muszę sobie zaklepać mieszkanie, a żeby sobie zaklepać mieszkanie, muszę wpłacić kaucję, aby wpłacić kaucję potrzebne mi są pieniążki, dlatego też zajmuję się teraz job findingem. No, i grą w Super Mario 64. To znaczy, zajmowałam dopóki pad, który miałam od mego lubego, został sprzedany na szczytne cele, patrz : gotówka. A KOTOR mnie zwyczajnie nie lubi. Więc teraz tylko szukam pracy. Moje poszukiwanie zaczęło się od zarąbiście ograniczonej rozmowy w kwiaciarni <tak, tak, Kadmuś lubi kwiatki, choć to nie pasuje do takiego babsztyla jak ja>, która rozstrzygnęła się w ciągu 3 minut. Cytuję < ja [J], lampucera [L], w sklepie znajduje się jeszcze asystentka :
[J] : Dzień dobry, przychodzę do Pani w sprawie pracy w Pani kwiaciarni. Zamieściła panie ogłoszenie na portalu Jelonka.
[L] : Dzień dobry, ile masz lat? <ekhm, fajnie,że już jesteśmy na TY..>
[J] : <lekki wtf? > 20.
[L] : Za młoda jesteś. Miałam raz młodą, to była nieodpowiedzialna i narobiła mi manka.
[J] : <coraz wiekszy wtf?> Co ma do tego wiek ?
[L] : Wszystko.
[J] : Osobiście uważam,że nie.
[L] : Co Ty tam wiesz...Młoda i głupia jesteś.
<chwila ciszy, podnerwiła mnie, a próbowałam być miła...>
[J] : Wie pani co? Po pierwsze, nie Ty, tylko Pani i po drugie, widocznie będząc młodą, jestem głupia, ale nie mam zamiaru pracować z taką zołzą jak Pani. <wredny smile> Dowidzenia. < asystentke zamurowało >
Podczas 2 kolejnych prób powiedziano mi,że jestem za młoda / nie znam obsługi kasy / jestem za ładna <zonk?!> / nie mam doświadczenia / nie mam książeczki sanepidu, itp. Dzisiaj byłam na rozmowie o prace, to oczywiście trafiłam na niezłą lipę pt. Personal Finance i ich boskie szkolenia. No,wszystko fajnie pięknie, ale gdy osoba po technikum ma od razu zarabiać 6 000 albo i wiecej to halo, ale coś jest nie tak. W każdym razie już wiedziałam z czym do czynienia mam, gdy podali takie zarobki.Wiadomo - naciąganie ludzi. A jakże. 12 osób naciągniesz na kurs - 6000 zł. Tylko,że mało, że Ty naciągasz klientów, to przełożeni naciągają Ciebie. Szkolenie do pracy - 2 dni w Częstochowie. Wow, ale jest haczyk - musisz za nie zapłacić <700 zł>. A jeśli musisz zapłacić za szkolenie do TAKIEJ pracy, to już wgl śmierdzi przekrętami. Jakoś się wymigałam, że pieniędzy nie mam,że to, tamto, itp. Nasłuchałam się już opowieści znajomych, jak to pracowali w podobnym charkterze i zostali na tym prosto mówiąc, wyhujani. Oni oszukiwali klientów, nawet o tym nie wiedząc, a kierownictwo oszukiwało ich. 12 osób zwerbowałeś, te 12 osób zapłaciło więcej, niż zapewniane koszty, a kierownictwo wypłcacało Ci prowizję za 6 osób. A co z resztą? Do kieszeni "menedżera". I się kółko kręci. Nie ma to jak żerowanie na głupich ludziach.
Ale powiem,że system prania mózgu mają zajebisty, nie ma co. Najpierw Cię nakręcają, jaka to firma jest dobra, jaka pożyteczna i dla społeczeństwa i dla pracowników, że uświadamiają ludzi, a Ty, pomagając im, zarabiasz w uczciwy sposób. Potem przedstawiają statystki, prognozy zarabiania, swoją odpicowaną stronę, że masz elastyczne godziny pracy, nikt Ci nad głową nie stoi. A potem walą śpiewkę z kosztami, które musisz ponieść,żeby pracować. A potem lanie kitu na szyby pt. "te koszty są znikome w porównaniu do zarobków" , albo " za awans nagrody w postaci telefonu i laptopa", to jest zbyt piękne, było prawdziwe. No a człowiek nieroztropny ulegnie mydleniu oczu. A, własnie. Warto też przypomnieć, że to jest umowa na zlecenie. Toteż, wykupujesz kurs, uczysz sie, pracujesz ten miesiąc, a potem Cię wywalają i przyjmują następną osobę, która będzie musiała kupić szkolenie. Naiwność ludzka, korzystać z takiej oferty. Wybaczcie, ale nie mam zamiaru zostać oszukana, pracować dla oszustów, a tym bardzie wykorzystywać ufność innych. Brzydzę się tym. Finito. Jestem zbyt moralna.
Morał : Pieprzyć pracę w charakterze naciągacza, w fachowej terminologii nazwanego "konsultantem", "przedstawicielem", "opiekunem klienta" , czy też "Juiceman'em". Z dala od takich ofert, ludzie.
|
|
Zmieniony: środa, 06 lipca 2011 13:14 |
|
|
|
|